Vanilla lime - Yankee candle

     Jestem ogromną fanką lodów - nie tylko latem i nie tylko w ciepłe dni. Kiedy zobaczyłam ten wosk, od razu nabrałam ochotę na odrobinę zimnej przyjemności, a wosk od razu wrzuciłam do koszyka, by za kilka dni cieszyć się jego zapachem.

     Najpyszniejsze, najbardziej wykwintne, doskonale skomponowane i uzupełnione dodatkiem ciemnych ziarenek – lody waniliowe idealne, stworzone ręką mistrza i kuszące słodyczą niezależnie od pogody i temperatury. Pyszny pucharek z kilkoma gałkami waniliowych słodkości szczodrze polany polewą z aromatyzowanej cytrynowym sokiem, białej czekolady – esencja słodyczy w najdoskonalszej postaci i hołd dla prostoty. A przy okazji – cudowny aromat zamknięty w naturalnym wosku, którego zapach intryguje, orzeźwia, pobudza i stymuluje lepiej, niż lodowa rolada waniliowo-cytrynowa!


     Bojąc się zbytniego przesłodzenia mieszkania zazwyczaj dość ostrożnie podchodziłam do słodkich waniliowych nut. Słodkie, ciasteczkowe woski paliłam bardzo małymi kawałeczkami, lub dodawałam je do tych bardziej rześkich, owocowych. Duet słodkiej, ciepłej wanilii i kwaśnej, rześkiej limonki jest efektem do którego od dawna dążyłam. Dwie dość skrajne nuty idealnie łączą się dając najpierw delikatny świeży powiew, który dopełnia głębia i słodycz wanilii.


Dla mnie 4/5
Zapraszam do sklepu Goodies.pl goodies.pl/VANILLALIME

ProVoke by Dr Irena Eris - uzupełnienie kosmetycznych braków


     Jakiś czas temu postanowiłam zrobić mały prezent sobie samej. Po bardzo dokładnych porządkach w kosmetyczce (a raczej komodzie pełnej kosmetyków) wydałam te których nie używałam. Ograniczyłam wiele produktów segregując je i układając razem w paletach by zajmowały mniej miejsca i zawsze były pod ręką. Mając tyle wolnego miejsca poczułam się dość nieswojo i troszeczkę miejsca uzupełniłam nowymi produktami. Postanowiłam na przyszłość lepiej planować nowe zakupy, czytać, sprawdzać i oglądać by uniknąć kosmetycznych bubli za dość duże pieniądze. 

     Podczas tych zakupów pierwszym produktem, który mnie urzekł była śliczna koralowo-czerwona pomadka. Od wielu osób słyszałam duuużo dobrego na temat matowych pomadek PROVOKE. Postawiłam na dość uniwersalny kolor czyli koralową czerwień. Etap neonowych ust widocznych z kilometra mam już za sobą. Szukałam koloru idealnego na co dzień, który wykończy mój makijaż i oto on - 604 Coral dream









Kolejnym produktem jest błyszczyk, który zamieszkał w mojej torebce. Delikatny odcień nude podbity milionem lśniących, niewyczuwalnych na ustach drobinek. Dobrze sprawdza się solo jak i w połączeniu z mocniejszą pomadką, której nadaje mocnego blasku








Były usta czas na oczy. Niedawno skończyły mi się kredki do oczu i postanowiłam uzupełnić ich brak. Zdecydowałam się na automatyczną kredkę w kolorze szarego grafitu, która baaardzo mięciutko się rozmazuje, przez co pozwala mi delikatnie podkreślić linię rzęs. Jeśli chcę dodać koloru sięgam po kolejny produkt czyli cień, który dostałam w prezencie. Wojskowa zieleń bardzo ładnie podkreśla moje brązowe oczy, a nałożona na grafitową kredkę ma dość mocną pigmentację. Stosowana solo daje bardzo ładną mgiełkę idealną do delikatnego dziennego makijażu.


     Wojskowa zieleń bardzo ładnie podkreśla moje brązowe oczy, a nałożona na grafitową kredkę ma dość mocną pigmentację. Stosowana solo daje bardzo ładną mgiełkę idealną do delikatnego dziennego makijażu. Uchwycenie na zdjęciu opakowania cienia do powiek było nie lada wyzwaniem ponieważ odbija światło pod wszystkimi kątami. Do cienia dołączona jest również sygnowana pacynka.










     Produkty serii PROVOKE firmy Dr Ireny Eris mają bardzo ładne solidne opakowania. Cena nie jest najniższa, lecz miałam możliwość skorzystania z rabatu, dzięki któremu nie wyszłam z pustym portfelem. Szminki i błyszczyka używam namiętnie od samego początku. Kredką zagęszczam linię rzęs oraz eksperymentuję z uzupełnieniem braków w moich brwiach równoważąc kolor cieplejszego cienia do brwi. Zielony cień w połączeniu z kredką delikatnie odświeża moje spojrzenie nadając mu odrobiny koloru. Jestem bardzo zadowolona z produktów i niestety, albo i stety mam ochotę na kolejną pomadkę, tym razem w kolorze przybrudzonej szarości.

Jak podobają się Wam moje zakupy? Używacie produktów z serii ProVoke?

Ps. W związku z moimi dzisiejszymi urodzinami mam dla Was mały prezent. Dziś zmykam szykować się na imprezowy dzień, lecz na dniach możecie spodziewać się ciekawego paznokciowego konkursu :)

Maddzik

Beauty Collection Lirene - cukrowe peelingi ideanle na lato

     Dziś recenzja trzech peelingów do ciała, które już jakiś czas goszczą w mojej łazience. Firma Lirene jest mi bliska od kilku lat. W swojej ofercie ma wieeeele produktów począwszy od pielęgnacji twarzy przez całe ciało, aż po produkty do opalania, a nawet podkłady, pudry...
    Lato to szczególny okres dla naszej skóry, ponieważ narażona jest na znacznie większą ilość promieni słonecznych. Prysznic po upalnym dniu jest ukojeniem dla rozgrzanego ciała jak i chwilą relaksu dla duszy. Bluzki z krótkim rękawkiem jak i spódnice lub krótkie spodenki sprawiają, że przykładam znacznie większa uwagę do pielęgnacji mojego ciała. Podczas wakacyjnych miesięcy zużywam znacznie więcej produktów pielęgnacyjnych. 

     Pierwszym i podstawowym krokiem mojej wakacyjnej pielęgnacji ciała są wszelkiej maści peelingi. Moja skóra jest dość 'gruba' i zazwyczaj wymaga dość mocnych produktów. Podczas jesiennych i zimowych miesięcy często sięgam po peelingi z dodatkiem kwasów, lecz latem stawiam na dokładny mechaniczny peeling.



    Peelingi zamknięte są w wygodnych plastikowych tubach. Wystarczy delikatnie nacisnąć, by wydobyć kontrolowaną ilość produktu. W średniej gęstości żelu znajduje się bardzo dużo drobinek cukru, przez co wystarczy niewielka ilość, by dokładnie oczyścić skórę z martwego naskórka. Zazwyczaj wybierałam peelingi solne, ponieważ nie lubiłam czuć na sobie resztek cukru i godzinami spłukiwać ciała, w tym przypadku jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ peeling spłukuje się momentalnie i na ciele nie pozostawia ani okruszka. Skóra jest idealnie oczyszczona, gładka i nie jest oblepiona żadnym filmem, więc od razu możemy się wycierać i ubierać. Dużym plusem całej trójki są zapachy, które umilą nam samą aplikacje jak i będą towarzyszyły przez kolejnych kilka chwil delikatnie perfumując nasze ciało. Moim zdaniem jest to aspekt który różni te peelingi. Mimo różnicy składów ich działanie jest identyczne, a skóra po ich użyciu wygląda podobnie.



Kofeina, L-karnityna, eskulina i centella azjatycka ujędrniają i uelastyczniają, a drobinki peelingujące doskonale przygotowują skórę do wchłonięcia składników aktywnych zawartych w balsamach. 

Zacznę od mojego ulubieńca :) Ulubieńca ze względu na zapach. Uwielbiam cytrusowe, kwaśne zapachy, które dodatkowo odświeżają moje ciało. Kwaśny, delikatnie słodki, z nutą głębszej goryczki, idealnie zrównoważony zapach grejpfruta rozkochał mnie w sobie od pierwszego użycia.

Skład: Aqua (Water), Polyethylene, Coco - Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Triethanolamine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PPG-26-Buteth-26, Sodium Salicylate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Xanthan Gum, Ethylhexylglicerin, Caprylic/Capric Triglyceryde, Butylene Glycol, Carnitine, Laminaria Ochroleuca Extract, Pentylene Glycol, Lecithin, Caffeine, Carbomer, Salicylic Acid, Esculin, Centella Asiatica Extract, Atelocollagen, Sodium Chondroitin Sulfate, Heksapeptide-9, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum (Fragrance), Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 16035 (FD&C Red No. 40).



Dzięki zawartym w nim polifenolom, kosmetyk skutecznie neutralizuje wolne rodniki. Ekstrakt z imbiru oraz Glicerinum Purum działają nawilżająco, dzięki czemu skóra ciała staje się wygładzona i jedwabiście miękka. Po użyciu produktu skóra jest gotowa na dalsze zabiegi pielęgnacyjne.

Żurawinowy peeling jest znacznie słodszy, zamiast surowej kwaśnej żurawiny czuć zdecydowanie wersję suszoną/kandyzowaną wzbogaconą cukrową nutą. Peeling jest troszkę rzadszy od grejpfrutowej wersji.

Skład: Propylene Glycol, Glycerin, Sugar, Aqua (Water), Synthtics Wax, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamina, Zingiber Officinale (Ginger) roqt Extract Vaccinum Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extact, Parfum (Fragrance), CI 16255:1



Zawarty w formule olej brzoskwiniowy regeneruje, wygładza i odżywia naskórek. Wyciąg z czerwonych liści winorośli działa ujędrniająco. W peelingu zastosowano też ekstrakt z błękitnej algi, który poprawia napięcie i jędrność skóry.

Mimo ślicznego różowego opakowania ten wariant zapachowy przemówił do mnie najmniej. Czytając napis spodziewałam się soczystej brzoskwini, widząc opakowanie pomyślałam o mydlanym, słodkawym zapachu kwiatów. Zapach jest znacznie delikatniejszy w porównaniu do poprzednich produktów. Łączy w sobie delikatną kwiatową nutę z pudrowo-mydlaną bazą.

Skład: Aqua (Water), Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Xanthan Gum, Allantoin, Glycerin, Pronus Persica (Peach) Kernel Oil, Sorbitol, Vitis Vinifera (Grape) Leaf Extract, Algae Extract, Methylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Parfum (Fragrance),Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Alcohol, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin, Benzyl Salicylate, CI 16035 (FD&C Red No. 40), CI 17200 (D&C Red No. 33), CI 19140 (FD&C Yellow No. 5).


Macie swoje ulubione peelingi? A może używaliście któregoś z tego posta?

Maddzik
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...