Kobieta zmienną jest

Żartując na początku roku jedna z moich koleżanek stwierdziła, że ten rok spłata mi figla.
Coś się uda, ale i coś stracę.
Jak czas pokazał w moim życiu zmieniło się bardzo dużo, szczególnie w wakacje. Ale wakacje się kończą a życie toczy się dalej.
Czas podnieść głowę i znów wejść do gry. A jak zacząć od nowa to z nowymi włosami :)
Do rudego koloru mam słabość od zawsze. 
Jak jestem ruda to tęskno mi do ciemnego brązu, natomiast jak już mam go na głowie to marzy mi się wrócić do rudości. Zazwyczaj kiedy się uspokajam to farbuję się na brąz. Ale ile można być spokojnym. 
Czas zaszaleć.
Dzisiejszy post będzie o mojej małej przemianie. 
Życia nie można brać całkiem na serio, wiec chcąc dodać temu postu trochę uśmiechu nie ocenzuruję go z moich durnych przemyśleń i komentarzy( tych kolorowych) , więc będziecie mieli z czego się pośmiać.

Zabawę czas  zacząć:

Jak już jednego dnia postanowiłam (w sumie o 3 nad ranem) tak drugiego dnia skoczyłam do Rossmanna na małe zakupy.
Jak byłam ruda ( z 2-3lata temu) farbowałam włosy farbą Delia 7.44, lecz już od paru miesięcy nie widziałam jej na sklepowych półkach.
Do mojego koszuka wrzuciłam: 2 dekoloryzatory, 1 rozjaśniacz, szampon Isana i piankę facelle
( tak sobie szłam rossmannowymi alejkami i mimo iż szamponów w domu kilka jak i żeli facelle to piance oprzeć się nie umiałam, ale w sumie to tylko 4,99 )
Przytuptałam grzecznie do domu i nałożyłam sobie dekoloryzator.

Krok 1 - dekoloryzacja

A w środku kartoniku znajdują się:
* krem dekoloryzujący
* aktywator
* regenerujacy balsam do włosów
* rękawiczki ochronne

Zawartość tubki siup do butki trząchu trząchu i na włosy 

Najpierw na końcówki, a po 20 minutach na całość włosów i tym sposobem po około 40 minutach. Po umyciu włosów i ich wysuszeniu miałam włosy w kolorze średniego brązu (oczywiście przy czubku głowy był to jasny brąz ale oj tam oj tam z myślą że efekt końcowy będzie w miaaaarę jednolity)


W średnim brązie, (że tak ujmę ten bliżej nieokreślony niejednolity kolor) poczłapałam do kuzynki po moją baleową paczuszkę.  Wracając z uśmiechem od ucha do ucha przechodzący obok ludzie patrzyli się na mnie jak na jakąś świrniętą.

Krok  2 - rozjaśnianie
Postanowiłam, że jak tyko mama wróci z pracy, to idziemy na całość.
W sumie to wyszło na połowę.
Połowę ponieważ mama nałożyła mi rozjaśniacz mniej więcej od ucha w dół (i tym sposobem miałam maksymanie tandetne i nieudane brązowo-żółte ombre, bo bondem tych końcówek nazwać się nie da)

 Nadszedł i dzień kolejny poczłapałam znów do Rossmana wymienić jeden z dekoloryzatorów na rozjaśniacz w którego skałd wchodzi:
* saszetka preparatu rozjaśniającego
* butelka utlleniacza
* saszetka balsamu ceramidowego
* instrukcja obsługi 
* rękawiczki ochronne


Jak wróciłam akurat przyjechała siostra, którą kolokwialnie postanowiłam wykorzystać
Tak, tak siostrzyczko, pamiętaj jak baaardzo mnie kochasz :*
 Ale chyba karma mnie dopadła i w połowie rozjaśniania brakło rozjaśniacza.
Tym sposobem miałam tył głowy blond a przód brązowy.
Co jak co ale to śmiesznie nie było ani trochę mimo iż wszyscy mieli 
ubaw po pachy. Na szczęście siostra mnie uratowała. I zakapturzona pojechałam do Rossmanna po kolejny rozjaśniacz. Chcąc wyprzedzić fakty wzięłam od razu dwa.  Wróciłyśmy do domu i siostra nałożyła mi rozjaśniacz na pozostałe włosy.
Po kolejnych 40 minutach i zmyciu rozjaśniacza wyglądałam jak żółciutki kurczaczek.
Jeszcze przed całym przedsięwzięciem pomyślałam, że skoro i tak i tak muszę rozjaśnić włosy by ostatecznie były jasno rude to może bym tak pobyła blondynką przez tydzień.
Jak zobaczyłam się w lustrze to stwierdziłam, że to baaardzo głupi pomysł i że w żółte włosy są jakieś nietwarzowe ;)

Krok  3 - farbowanie

Wiec czym prędzej nałożyłam na włosy farbę.
Farbę którą kupiłam przypadkiem w małej drogerii akurat w promocji po 6,90zł
Była to moja pierwsza farba w musie i trochę się bałam, że jedno opakowanie to będzie za mało, ponieważ zazwyczaj na włosy nakładam 2 opakowania farby.
Najwyżej znów miałabym zrobione pół głowy, w sumie można się przyzwyczaić, takie małe rozdwojenie;)

O dziwo farbę nakłada się bardzo prosto i jest bardzo wydajna. Ja na moje włosy zużyłam mniej więcej 2/3 opakowania.
Odcieni chyba nie jest jakoś bardzo dużo, ale ta miedź od razu wydała się być stworzona dla mnie.

Tym sposobem zestresowana przez kolejne 30 minut siedziałam z pomarańczową paćką na głowie i modliłam się by jakoś w miarę wyglądać.

Wrażeń było co niemiara, od nieudanego ombre, przez Cruellę de Mon tylko z przedziałkiem w poprzek głowy, kanarkowy blond, aż do wyczekanego i wymarzonego rudego.

A oto efekt całego tego cyrku:
Oczywiście zdjęcie super hiper jakości :) ale na dniach panuję małą sesyjkę, więc wtedy pokażę Wam dokładniej swoje nowe oblicze.

Ps. Post trochę niecodzienny, dajcie znać jak Wam się podoba mój nowy kolor i co myślicie o takim swobodnym pisaniu ?


pozdrawiam
Rudzielec

6 komentarzy:

  1. Post pierwsza klasa! Czytając niemal się popłakałam ze śmiechu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło, że post wywołuje uśmiech :)

      Usuń
  2. Super odcień, ale tych przejść nie zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przejścia koszmarne, ale opłacało się :)

      Usuń

Kultura jest Naszą wizytówką.
Mój blog nie jest miejscem na reklamę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...