I want to be like #WonderWoman

Wszyscy wiedzą, że jestem totalnym maseczkowym freekiem. Od bardzo dawna jest to ważny aspekt mojej pielęgnacji twarzy. Zawsze dobieram je według aktualnych potrzeb mojej skóry, dlatego w domu mam przeróżne maseczki. Po lecie moja skóra potrzebowała mocnego nawilżenia i oczywiście oczyszczenia. Tutaj z pomocą przyszły maseczki o Mediect.

Jeśli chcecie dowiedzieć się, czy poczułam się jak #wonderwoman, to koniecznie czytajcie dalej!

W ambasadorskiej paczce znalazły się 3 maseczki w płachcie, które miały za zadanie oczyszczać i rozświetlać. W weekend idę na ślub przyjaciółki i zależy mi na tym, by wyglądać bardzo dobrze, więc postanowiłam zrobić sobie małą 'kurację'.


Maseczki używałam co 4-5 dni poprzedzając je dokładnym peelingiem. Są idealnie nasączone i dobrze przylegają do twarzy, wiec bez problemu można nawet z nimi chodzić. Przyjemny lekko cytrusowy zapach i łaskoczące bomblowanie towarzyszyło mi przez kilkanaście minut, potem zdejmowałam maseczkę i przemywałam obficie twarz wodą.


A teraz najważniejsze — efekt. W swoim życiu przetestowałam wiele maseczek i z chęcią do nich wrócę. Skóra po zabiegu była doczyszczona, delikatnie rozjaśniona i napięta, czyli taka jak obiecywał producent. Taka mała 'kuracja' okazała się świetnym sposobem, by przygotować twarz przed nałożeniem makijażu, który będzie się pięknie prezentował.

Lubicie maseczki w płachcie? Probowaliście już bąbelkowej magii?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W związku z błędem w kodzie bloga komentarze pojawiają się pd różnymi datami.
Nie martw się - czytam wszystkie więc pisz śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...