Coffee, tea, or me? - 009 BASILUR - Love story vol I

     Od zielonych herbat zaczęła się cała herbaciano-kawowa seria na moim blogu. Dziś znów o zielonej herbacie. Wyjątkowej herbacie! Ze względu na jej cudowne wnętrze, które łechcze nasze podniebienie, oraz piękną oprawę, która cieszy nasze oczy.
     Kiedy otworzyłam paczkę z herbata mi firmy Basilur zaciekawiła mnie najbardziej.

A jaka okazała się w smaku? O tym opowiem w dalszej części.





Le' Maadr - A, łagodząca i nawilżająca woda micelarna do demakijażu

     W poprzednim poście opisałam bardzo fajny peeling z 15% kwasem glikolowym, dziś opowiem wam o wodzie micelarnej również firmy Le’Maadr. Wód/płynów micelarnych używam już od 2-3 lat. Przez moje ręce przewinęły się różne firmy, jedne lubiłam bardziej, inne mniej.

A jak jest w tym przypadku? Zapraszam do czytania 





Specjalistyczna woda micelarna do skóry wrażliwej: 
·  łagodzi podrażnienia,
·  zmywa makijaż,
·  idealna po peelingu, depilacji, zabiegach kosmetycznych,
·  aktywne składniki nawilżają i trwale poprawiają witalność skóry,
·  przebadana dermatologicznie,
·  nie zawiera parabenów.
Specjalistyczna woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu, zawierająca substancje nawilżające i łagodzące, m.in.: allantoinę, d - pantenol, aloes. Łagodzi podrażnienia, zmniejsza uczucie zaczerwienienia i dyskomfortu. Skóra jest odpowiednio nawilżona, staje się gładka i elastyczna.






     Woda zamknięta jest w przeźroczystej butelce z standardowym dozownikiem i solidnym zamknięciem, więc nie musimy obawiać się powodzi jeśli butelka się przewróci. Szata graficzna firmy Le'Maadr jest bardzo prosta, przez co bardzo mi się podoba. Opisy na opakowaniu są dwóch językach i zawierają konkretne informacje na temat produktu. Dużym plusem jest ogromne opakowanie, które starczy spokojnie na 3-4 miesiące jeśli nie nawet pół roku. 



Działanie:
     Na przedramię nałożyłam (od góry) szminkę crayon Golden Rose, szminkę Eveline, wodoodporny podkład Makeup Altelier Paris, eyeliner master graphic Maybellie i czarną kredkę z Catrice.
     Woda micelarna bardzo dobrze radzi sobie z przygotowaniem twarzy do makijażu,  jej oczyszczenie i odtłuszczenia,  jak i jego zmyciem . Po jednym energicznym przetarciu, po szminkach i ciężkim, kryjącym podkładzie został delikatny ślad, który zniknął przy drugim przetarciu. By zmyć eyeliner potrzebowałam kilku ruchów. Jedynie do zmycia kredki potrzebowałam płyny dwufazowego.
    Jak dla mnie jest to w pełni satysfakcjonujący efekt. Zmywając tusz z rzęs przykładam mokry wacik na mniej więcej 10 sekund, a następnie przesuwam w dół. Wystarczy kilka ruchów, by w pełni oczyścić rzęsy z tuszu.
Poza przygotowaniem twarzy do makijażu i jego zmywaniem, wody używam również rado do przemywania twarzy, by ją oczyścić z nadmiaru  sebum, oraz resztek kremu który nałożyłam na noc. Skóra po jej użyciu jest dokładnie oczyszczona i odtłuszczenia,  lecz ze względu na dodatek gliceryny,  pantenolu i alantoiny skóra jest miękka, elastyczna i nie jest przesuszona. 
  
Skład wody:
Aqua – woda, Aloe Barbadensis Leaf Juice – sok z aloesu, Glycerin – gliceryna, Panthenol – pantenol (działanie nawilżające), Poloxamer 184 – emulgator (wspomaga zmywanie produktów z twarzy), Allantoin – alantoina (działanie nawilżające), Dmdm-Hydantoin / Methylchloro-Isothiazolinone / Methylisothiazolinone – konserwanty
Jest to jeden z lepszych składów jeśli chodzi o środki do demakijażu jaki widziałam. Więc jeśli zwracacie uwagę na poszczególne substancje kosmetyku, warto spróbować tej wody. Będzie ona idealna dla osób borykajacych się z trądzikiem, jak i przesuszoną skorą, ze względu na zawartość aloesu, widniejącego na początku składu jak i pantenol u oraz alantoiny, ktore poprawią nawilżenie skóry. 

Cena 29zł/500ml 
Dostępna w aptekach
Infoplus24.pl/lagodzacainawilzjcawodamicelarna 


Maddzik

Coffee, tea, or me? - 008 BASILUR Blood orange

     Mimo iż moje weekendy zaczynają się w czwartkowy wieczór, to są tak wypełnione przeróżnymi pracami, porządkami, spotkaniami, że bardzo często mijają niczym mrugniecie oka.  Dzisiejsza herbata jest moją ulubienicą z trójcy o której opowiem wam w kolejne niedziele. Słowo herbata jest tutaj dość dużym 'naciągnięciem' ponieważ w tej mieszance nie ma ani listka herbaty. Jest to mieszanka suszonych kwiatów i owoców zamknięta w ślicznej puszce.

Zapraszam do czytania i oglądania


Szkolenie Indigo Nails 16.05.2016 Łódź

    Od poniedziałku brakowało mi czasu by usiąść do komputera i obrobić te zdjęcia, lecz wczorajszy rowerowy wypadek skutecznie położył mnie do łóżka wraz z laptopem :) Liczy się skuteczność, a zdjęć do obrobienia było baaardzo dużo :)

     W poniedziałek uczestniczyłam w szkoleniu Indigo Nails w show room'ie przy ulicy Żeligowskiego 3/5 w Łodzi. Momentalnie zakochałam się w tym miejscu. Mam ogromną słabość do układania i segregowania produktów. A tutaj na półkach wszystko było tak pięknie poukładane,  idealnie wyeksponowane produkty. 

Czekał na Nas uporządkowany stół, na którym były wszystkie produkty potrzebne do wykonania manicure hybrydowego.  







Klaudia Damkiewicz opowiedziała nam najpierw o produktach firmy, a następnie pokazała jak krok po kroku wykonać prawidłowo manicure hybrydowy. Wszystko dokładnie sobie zanotowałyśmy i przystąpiłyśmy do działania.





     Po kilkunastu minutach ten początkowy śliczny porządek stał się tylko wspomnieniem.na stole pojawił się artystyczny nieład. Produkty krążyły po stole, a my wybierałyśmy te najlepiej do nas dopasowane.
     Ja zdecydowałam się na primer bezkwasowy, bazę proteinową, którą ukształtowałam paznokieć,  a następnie Nałożyłam 2 warstwy lakieru w kolorze Merlin, czyli neonowe czerwony kolor z nutą różu, a następnie Nałożyłam top no wipe. Zakochałam się w bazie proteinowej i jak tylko skończy mi się ta, którą teraz używam to na pewno ją kupię. Spodobał mi się również top, wersję no wipe z tego co zauważyłam dużo ładniej się błyszczał.

W związku z dość długim czasem szkolenia,  mimo pysznych kaw i soków zjadłyśmy również pyszny obiadek. Ja ze względu na dietę  (ograniczenie mąki i cukru) wybrałam sałatkę Cezar.









Kiedy nasze paznokcie były już gotowe przyszedł czas na zdjęcia. Jak to ja zrobiłam duuużo zdjęć i uchwycić kilka uśmiechów dziewczyn.











Bardzo spodobały mi się logowanie produkty, szczególnie kubki do których mam ogromną słabość i już całkiem sporą kolekcję.
 

Próbnik z moimi artystycznymi bohomazami :) trzymam się słów iż to trening czyni mistrza.

Jestem bardzo zadowolona z szkolenia, dużo mnie ono nauczyło i wiem jakie błędy popełniałam. Mam nadzieję, że z czasem wykonywany przeze mnie manicure będzie coraz ładniejszy i trwalszy. Jak tylko skończy mi się baza i top to kupie te dwa produkty, bo bardzo dobrze i łatwo mi się z nimi pracowało.

     Przed uczestnictwem w tych warsztatach nie wiedziałam jak wiele popełniam błędów. Firma Indigo to przede wszystkim profesjonalizm w kazdym calu. Począwszy od produktów,  przez urządzenia aż po szkolenia. Jeśli tak jak ja zaczynasz swoją przygodę z manicure hybrydowym, albo wykonujesz go od jakiegoś czasu, lecz nadal nie jest tak idealny jak byś chciała to serdecznie zapraszam na profesjonalne szkolenie z zakresu manicure hybrydowego. Jest to kluczowy etap,  dzięki któremu rozwniesz swoje zdolności i nauczysz się prawidłowej aplikacji oraz bezpieczeństwa w trakcie wykonywania manicure. Bardzo ważną kwestią podczas wykonywania manicure hybrydowego jest odpowiednie przygotowanie płytki, które pozwoli cieszyć się ładnymi paznokciami nawet do 3 tygodni. Równie ważne jest zdejmowanie lakieru, które nie umiejętnie wykonane może osłabić naturalne paznokcie na długi czas. Ale o tym wszystkim i o wielu innych, ważnych rzeczach dowiesz się od profesjonalnych Stylistek Indigo
 


Maddzik

Le' maadr 15% peeling glikolowy - kwasowy pomocnik przy zaskórnikach

     Kwasy obecne są w mojej pielęgnacji od początku moich studiów. Zaczęłam od delikatnego kwasu migdałowego w niewielkich stężeniach, by z czasem poznać kolejne, kwasy i ich właściwości. Moja skóra jest dość gruba, o czym przekonałam się wieeele razy. Mimo mocnej mikrodermabrazji, wielu peelingów składających się z mieszaniny kwasów, a nawet mezoterapii mikroigłowej 0,5 mm penem nie czułam bólu, a moja skóra reagowała jedynie delikatnym zaczerwienieniem. Dobrze znając swoją skórę i jej reakcje na wiele zabiegów, oraz czynniki chemiczne z chęcią sięgnęłam po 15% peeling glikolowy firmy Le' maadr. 

Jeśli jesteście ciekawe efektów mojej kuracji zapraszam do dalszego czytania.

Specjalistyczny preparat z 15% kwasem glikolowym zapobiegający i likwidujący objawy starzenia się skóry
efektywne działanie złuszczające powierzchniowej warstwy rogowej naskórka
wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej poprzez pobudzanie aktywności fibroblastów
zmniejsza głębokość zmarszczek

Przebadany dermatologicznie i nie zawiera parabenów
Produkt dostępny tylko w aptece Cena: 79 zł / 40 ml

Sposób użycia:
Przed nałożeniem preparatu na twarz zrób test: zastosuj na skórę za uchem.
Preparat nakładać na suchą i czystą skórę, omijając okolice oczu.
Najlepsze efekty uzyskuje się stosując produkt przez 2-3 tygodnie. Przez pierwsze 2-3 dni najlepiej wieczorem nałożyć cienką warstwę preparatu i pozostawić ją na skórze na 5 minut. Następnie zmyć płynem micelarnym Le’Maadr lub wodą. Stopniowo wydłużać codziennie czas aplikacji do 15 minut. Po zmyciu preparatu nałożyć krem nawilżający. W ciągu dnia pod makijaż zastosować krem z wysokim filtrem SPF.
W czasie stosowania preparatu może się pojawić lekki rumień, uczucie mrowienia i delikatnego pieczenia. Złuszczenie skóry następuje po kilku dniach, jest uzależnione od typu i rodzaju skóry. Serię zabiegów można powtarzać 2-3 razy w roku.
Nie stosować przy aktywnym trądziku pospolitym, przy zmianach ropnych, rozszerzonych naczynkach, cerze alergicznej, na skórę podrażnioną promieniami słonecznymi, po depilacji woskiem i zabiegach elektrolizy. Jeśli pojawi się silne podrażnienie skóry należy przerwać stosowanie preparatu.


     Kwas glikolowy w zależności od stężania przynosi różne efekty. Stężenie poniżej 15% działa nawilżająco i delikatnie złuszcza powierzchownie warstwę rogową. Im większe stężenie kwasu tym mocniejsze działanie złuszczające oraz wspomagające odnowę skóry właściwej poprzez pobudzenie aktywności fibroblastów. Stężenie 15% jest dość małe jak na typowy chemiczny peeling, natomiast jest jednym z najwyższych jakie widziałam w sprzedaży do domowego używania.

  Peeling ma delikatny zapach i konsystencję gęstego kremu, który bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Zamknięty jest w wygodnej białej tubce z schludną szatą graficzną. 
     Zaczęłam go używać, kiedy słońca było znacznie mniej na niebie, ale i tak profilaktycznie pod makijaż używałam kremu z filtrem 50. Peelingu używałam wieczorem przez dwa tygodnie. Przygotowanie mojej twarzy i dekoltu zaczynałam od wykonania delikatnego peelingu (żel do mycia twarzy + łyżka korundu) lub dokładnego umycia twarzy, następnie bardzo dokładnie zmywałam twarz wodą i osuszałam ręcznikiem. Na twarz i dekolt nakładałam niecałą łyżeczkę kremu, dokładnie wmasowywałam i początkowo pozostawiałam na 15 minut, w drugim tygodniu czas wydłużyłam do 30 minut. Pozostałości kremu zmywałam obficie wodą, a następnie przemywam wacikiem nasączonym płynem micelarnym. 

     Po 14 dniach systematycznego używania moja skóra stała się bardziej miękka, przebarwienia potrądzikowe delikatnie się rozjaśniły. Natomiast największy efekt zauważyłam na nosie, brodzie i policzkach, gdzie miałam mniej zaskórników, a pory stały się mniej widoczne. Dodatkowo w strefie T zmniejszyło się wydzielanie sebum. 
     Mimo stosowania kremu przez dłuższy czas moja skóra nie była podrażniona, nie czułam żadnego pieczenia, ani szczypania. Stosując peeling zawierający należy omijać otwarte rany, ponieważ będzie bardzo nieprzyjemnie. Po zakończeniu serii należy nadal stosować krem z filtrem, by zapobiec przebarwieniom, oraz warto stosować maseczki nawilżające.

     Jestem baaardzo zadowolona z tego peelingu, zużyłam około połowy opakowania i wrócę do niego jesienią, gdy tylko będzie mniejsze słońce.


 Jeśli jak ja zmagacie się z zaskórnikami, chcecie oczyścić swoją skórę,  zmniejszyć wydzielanie sebum oraz delikatnie ją rozświetlić zapraszam na stronę firmy InfoPlus24 która jest dystrybutorem produktów Le'maadr.

Maddzik

Coffee, tea, or Me? 006 - Brazil Mild byTchibo

    Było o herbatach, ziołach, czas na kawę. Jeden z moich największych nałogów, który kocham baaardzo mocno. Swoich ulubionych kaw mam kilka, więc nie będzie to osatni post o tym cudownym czarnym naparze.
  W zależności od por dnia sięgam po różne rodzaje kawy. Rano potrzebując mocnego kopa wybieram kawę o mocniejszym smaku, natomiast popołudniu sięgam po delikatniejszą i łagodniejszą. Jeszcze rok temu nie wyobrażałam sobie jej bez cukru, lecz od nowego roku w pełni go odstawiłam i do kawy dodaję jedynie spienione mleko. 

O najdelikatniejszej kawie z serii Privat Kaffee czyli Brazil Mild i moim ulubionym retro gadżecie.










Coconut Miracle masło do ciała z olejkiem kokosowym i olejkiem jojoba

   Jakiś czas temu przyszła do mnie paczka z firmy Efektima, a w niej matująca mgiełka do twarz oraz małe kokosowe masełko do ciała. Mgiełkę namiętnie testuję, a masełko właśnie mi się skończyło, więc czas najwyższy na jego króciutką recenzję.


   Luksusowe masło do ciała z olejkiem kokosowym uznawanym często za "olej piękności". Zalecane szczególnie do pielęgnacji skóry wrażliwej, wymagającej intensywnej pielęgnacji. Wzbogacone w drobinki z olejkiem jojoba znakomicie wpływa na poprawę kondycji skóry, zmniejszając szorstkość i suchość naskórka. Przy systematycznym stosowaniu skóra wygląda na wygładzoną, odpowiednio nawilżoną i zadbaną.



     Masełko zamknięte jest w przezroczystym plastikowym pojemniczku z srebrną nakrętką o pojemności 50ml. Naklejki z informacjami są solidne, nie odklejają się ani nie ścierają. Masło jest tłuste, gęste, treściweSkład dość długi, lecz na początku widnieje olej kokosowy i masło shea, przez co wydaje się bardzo tłusty - ja lubię tłuste masła. W jego bieli zauważyć można brązowe malutkie kuleczki, które rozsmarowując się znikają nie tworząc żadnych plam. Jeśli chodzi o zapach jest on kokosowy, ale nie za słodki. Nie przepadam za słodkimi zapachami czy to w balsamach, czy żelach pod prysznic, lecz ten nie był zbyt mocny i ulatniał się po kilkunastu minutach.  Bardzo łatwo rozsmarowuje się na ciele i dość szybko wchłania pozostawiając skórę miękką i nawilżoną. Mimo iż malutkie opakowanie, to starczyło mi na kilkukrotne posmarowanie całego ciała, jego gęstość przekłada się na wydajność. Bardzo je polubiłam, może jednym aspektem który bym zmieniła jest zapach, wolałabym kwiatowy, świeży, który dłużej utrzymuje się na ciele.

Jeśli jesteście zainteresowane tym masełkiem to zapraszam do odwiedzenia sklepu KLIK



Skład:
INCI: AQUA-woda, GLYCERYL STEARATE-emulgator, emolient, tworzy emulsje i działa nawilżająco, może działać komedogennie, COCOS NUCIFERA OIL-olej kokosowy, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER-masło shea, GLYCERIN-gliceryna, DICAPRYLYL ETHER-emolient tworzący warstwę okluzyjną, PEG-100 STEARATE-emulgator,  tworzy warstwę okluzyjną na skórze, CYCLOPENTASILOXANE-emolient, STEARIC ACID, CETYL ALCOHOL, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, PHENOXYETHANOL, LACTOSE, SODIUM POLYACRYLATE, PARFUM, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, MICROCRYSTALLINE CELLULOSE, SUCROSE, BENZOIC ACID, CYCLOHEXASILOXANE, ZEA MAYS STARCH, DEHYDROACETIC ACID, BENZYL BENZOATE, HYDROXYPROPYL METHYLCELLULOSE, JOJOBA OIL, CI 77491, CI 77492, CI 77499, BENZYL SALICYLATE, COUMARIN, TOCOPHEROL 


Jakie jest Wasze ulubione masło do ciała?


Maddzik

Coffee, tea, or Me? 005 - flower lichi ball

Jakiś czas temu dostałam od przyjaciółki to małe niepozorne opakowanie ślicznych kuleczek. Obie uwielbiamy próbować nowe kawy i herbaty, znamy swoje gusta. Bardzo się ucieszyłam i kolejnego dnia z rana musiałam ją spróbować. Do dzbanka nalałam dużo wody w temperaturze około 80º,  wrzuciłam jedną kuleczkę i obserwowałam jak powoli się rozwija, tworząc prześliczny kwiat.


Kilimanjaro stars czyli kolejna męska świeca w mojej kolekcji.

     Posty o produktach Yankee Candle przewijają się na moim blogu już od dawna. Początki były niewinne, kilka wosków raz na jakiś czas. Ale apetyt rośnie w trakcie jedzenia przyszła więc pora na świece. 

     „Zapach  Kilimanjaro Stars czyli  Gwiazdy Kilimandżaro jak zmierzch zapadający na szczycie pokrytym lodem, gdzie ostre, górskie powietrze splata się z orzeźwiającą miętą, ziemistymi nutami paczuli i chłodnymi, wodnymi akordami.




    Moja przygoda z tym zapachem zaczęła się baaardzo przypadkowo. Mając wytopki pozostałe z palenia zapachowych tart wpadłam na pomysł przerobienia ich na świeczki. Zakochałam się również w małych słoiczkach YC, lecz mają one małą średnicę, przez co zapach jest delikatniejszy. Napisałam post na grupie świecoholików, może ktoś chciałby się pozbyć słoiczków i tym sposobem trafił do mnie mały słoiczek po Kilimanjaro Stars. (Była to najlepiej wymieniona czekolada mojego życia.) Zapach pustego słoiczka tak bardzo mnie zaintrygował, że tydzień później trafił do mnie duży słój. 
     Zapach jest bardzo specyficzny, niektóre osoby go pokochają, inne znienawidzą. Jest to jeden z mocniejszych wariantów. Kiedy zamykam oczy czuję mocne męskie nuty, ziemistość paczuli zmieszana z chłodnymi rześkimi nutami z dodatkiem ziół. Uwielbiałam palić ja zimowymi wieczorami. Otulała sobą każdy, nawet najmniejszy kąt

Jeśli zaciekawił Was ten zapach zapraszam do sklepu www.goodies.pl oraz produktu  Goodies.pl/kilimanjarostars


Maddzik

Coffee, tea, or Me? 004 - Hibiskus

     Dzisiejszy post trochę spóźniony. Zamiast do herbaty jest na dobranoc. Weekend dopiero się zaczął i jeśli kolejne dni będą równie aktywne jak jego początek, to będę potrzebowała odpocząć po weekendzie :).
    
 Dziś zioło / kwiat / dodatek do herbat (i nie tylko) czyli hibiskus.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...